Gdyby nie był koszykarzem, byłby designerem

Nic się nie dzieje, a ponieważ nie możemy w nieskończoność zastanawiać się, dokąd trafi (jeśli gdziekolwiek) Shaq, powracamy do cyklu, który na sezon ogórkowy nadaje się idealnie. Gdzie są i co porabiają chłopcy z tamtych lat. Dzisiaj kolejny zawodnik z TAMTYCH Byków. LuBara Dixon Simpkins, znany szerszej publiczności jako Dickey . Niedoszły artysta designer i marketingowiec, wieczny rezerwowy, który pojawiał się na parkiecie nawet nie razem z drugą piątką. On był dwunastym graczem swojej drużyny. Wchodził zazwyczaj na jedną akcję w obronie, albo w samych końcówkach meczów, kiedy wynik był rozstrzygnięty. Po Dickeyu już tylko publiczność. Wybrany przez Bulls w drafcie 1994 z nr 21, 5 oczek przed Charlie Wardem, w idealnym, wydawałoby się, momencie - z drużyną akurat rozstali się skrzydłowy Horace Grant i center Bill Cartwright. Ale do pierwszej piątki Dickey się nie przebił - przegrywał rywalizację najpierw z Willem Perdue i Larrym Krystkowiakiem, potem z Lukiem Longleyem i Billem Wenningtonem. I w sumie przez pierwsze 3 sezony, rzucił w sumie niewiele ponad 500 punktów. Do rostera na playoffy się nie łapał ale pierścienie - jako członek drużyny - dostawał. W końcu, w sezonie 1997/98 Bulls oddali go do Golden State za Scotta Burrella. Zagrał tam 19 meczów po 10 min., nie nadawał się, więc został zwolniony. Przygarnęli go - jakżeby inaczej - znów Bulls. Wszak przez 3 lata nauczył się tajników ofensywy trójkątów. No i - po raz pierwszy w karierze - zagrał w playoffs - w 13 meczach zdobywając (w sumie) 16 punktów i 13 zbiórek. Myśmy zapamiętali go głównie z pokracznie wykonywanych rzutów wolnych (trafiał niewiele ponad połowę). Ale to właśnie wtedy zdobył trzeci - i jedyny na parkiecie - mistrzowski pierścień. Dickey był maskotką mistrzowskich Byków, kibice układali o nim dowcipy, takie jak ten: 'When Dickey Simpkins jumps in water, he doesn't get wet. The water gets dickey simpkinsed.' Przełomowy w jego karierze okazał się sezon 1998/99, kiedy Byki wreszcie pozbyły się stojących na drodze Simpkinsa do wielkiej kariery Jordana, Pippena, Rodmana i Longleya, Dickey zagrał nawet kilka razy w pierwszej piątce, potroił zdobycze punktowe i zbiórkowe. W 2000 roku wygasł kontrakt z Bulls, nikt nie był zainteresowany, więc Dickey udał się za chlebem do Grecji, podpisując kontrakt z Makedonikos. Latem 2001 próbował jeszcze - wraz z Michaelem Jordanem - wrócić do NBA, podpisał kontrakt z Lakers, ale po miesiącu (jeszcze przed sezonem) został zwolniony. Potem jeszcze na jeden mecz zatrudnili go Atlanta Hawks, zagrał 3 minuty, nie zdobył punktu, nic nie zebrał, ale zaliczył jedną asystę. I tak zakończyła się jego kariera w NBA. Ale kariera koszykarska i podróżnicza trwały w najlepsze. 2001/02 - Maroussi w Grecji i Rockford Lighnting w lidze CBA i Criollos Caguas w Portoryko. 2002/03 - Unics Kazan w Rosji. 2003/04 - Lietuvos Rytas na Litwie i Leones Ponce w Portoryko. 2004/05 - Dakota Wizards w lidze NBDL, Plus Pujol Lleida w Hiszpanii i Alaska Aces na Filipinach. 2005/06 - Blue Stars w Libanie i Bamberg Brose Baskets w Niemczech. W sumie 10 klubów w 4 lata. W Portoryko i na Litwie był nawet wybierany do Meczu Gwiazd. Na swojej stronie internetowej Dickey zeznaje, że grał też w Polsce - ktoś może pamięta gdzie i kiedy? We wrześniu 2006 pojawiła się jeszcze plotka o powrocie do Chicago (widziano jak trenował w hali Byków) ale nic z tego nie wyszło. Znaleźliśmy filmik promocyjny, na którym można zobaczyć najlepsze kawałki z kariery Dickeya. Prawdopodobnie są to wszystkie kawałki jego kariery, zważywszy że np. za 3 punkty trafił dwa razy w karierze, a na powyższym filmiku te 2 rzuty są pokazane z tylu kamer, że mamy wrażenie, że to co najmniej drugi Mark Price. No i skoro zmieścił się nawet celny rzut wolny... Po zakończeniu kariery Dickey założył szkółkę koszykarską Next Level Performance , w której młodzi adepci koszykówki mają doskonalić swoje umiejętności i przenosić je na wyższy poziom. Do pensji dorabia jeszcze analizując i komentując mecze NBA na ESPN i okazjonalnie wynajmując się jako mówca motywator w Bulls. Tako rzecze Dickey: 'My experience, knowledge, work ethic, desire, and determination are some of the reasons for my success at the highest levels of basketball, both on and off the court... by each athlete using his or her talents, abilities, work ethic, consistency and determination combined with a personal hands-on training program, he or she can elevate their game to the NEXT LEVEL.' Dobra, dość tych żartów. Bo patrząc na to, co się po zakończeniu kariery dzieje z wieloma rozpieszczonymi i rozkapryszonymi koszykarzami, którzy często przez 3 miesiące zarabiają tyle, ile Simpkins zarobił w całej karierze w NBA (niewiele ponad 5 mln dolarów) ale potrafią potem całe zarobione pieniądze roztrwonić na panienki, samochody, ciuchy, biżuterię i kretyńskie inwestycje - musimy oddać Simpkinsowi, że znalazł swój pomysł na życie po koszykówce. I to całkiem fajny pomysł. Bo na młodych chłopakach spotkanie z trzykrotnym mistrzem NBA pewnością robi ogromne wrażenie. W końcu sam Michael mówi: 'Dickey was a hard working and intelligent player who could definitely help our team. I liked how he, as a young player, always followed the advice of the veterans, to improve his game. I've found Dickey to be a loyal and trusted friend.' No i ma Dickey całkiem fajnego synka.

Poleć niniejszy materiał

Dodaj komentarz:

Imie


Tresc





 

stat4u